Filmy pachnące choinką i grzańcem

Boże Narodzenie film filmy świąteczny nastrój jakie zima
Przez chwilę było pięknie, niestety zima sobie poszła w cholerę, a za oknem zapanowało przedwiośnie (chociaż dzisiaj jest to przedwiośnie w mocno mroźnym wydaniu). Niby tu i ówdzie widać przystrojone drzewka, czasem z głośnika poleci „Last Christmas”, ale jak to wiadomo, nastrój świąteczny bywa wybredny i często nie chce się pojawić, pomimo regularnego ćpania cynamonu i pomarańczy.
Czasami wystarczy zamknąć oczy, innym razem pomaga Frank Sinatra, jeśli jednak i to nie działa zapraszam na moje zestawienie świątecznych filmów. Nie wszystkie oglądałam, jednak zrobiłam porządny risercz starając się ograniczyć ilość szmiry. Trochę tandety jednak zostało - odrobina sztucznego śniegu nie zaszkodzi - zwłaszcza w naszej strefie klimatycznej:)

To jak gotowi na listę świątecznych filmów?

Zacznijmy od wesołości, której czasem nam brakuje, zwłaszcza w przedświątecznym szaleństwie. Czas na komedie, nie tylko romantyczne:

1. "To właśnie miłość" [Love Actually]
Sztampa, ale no cóż... nie mogłam jej pominąć.
Love actually to właśnie miłość filmy na święta jakie propozycje
2. "Dziennik Bridget Jones" [Bridget Jones Diary]
Świąteczne swetry, przyjaciele i miłość w wyszczuplających majtach...
filmy na święta propozycje 30 filmów
3. "Rodzinny dom wariatów" [The Family Stone]
Święta, rodzina, nowa narzeczona czyli schemat stary jak świat, ale wciąż aktualny.
filmy w świątecznym nastroju
4. "The Family Man"
A gdyby tak zamienić samotnego biznesmena szukającego w święta rodzinnego ciepełka, na ojca i męża, który chce być samotnym biznesmenem?
filmy wprowadzające świąteczny nastrój
5. "Holiday" [Holiday]
Podobno lepsze od "To właśnie miłość":)
6. "Świąteczne opowieści" [Un conte de noel]
Francuska wersja "Rodzinnego domu wariatów".
7."Wigilijny Show" [Scrooged]
Pierwsza w zestawieniu wariacja na temat "Opowieści Wigilijnej" - w tej wersji duchy oprowadzają po świątecznych wartościach producenta telewizyjnego.
Jeśli macie dość komedii na odtrutkę polecam obyczaj albo dramat:

8. "Noc świętego Mikołaja"
Jedyny polski akcent na liście - film z cyklu "Święta polskie".
9. "W jasną księżycową noc" [A Midnight Clear]
II wojna światowa. Linia frontu. Wigilia. Zawieszenie broni.
10. "To wspaniałe życie" [It's a wonderful life]
Zastanawialiście się kiedyś jakby to było gdyby Was nie było? Bohaterowi tego klasyka udaje się poznać odpowiedź na to pytanie.

11. "Czekając na cud" [Noel]
Kilka historii, które łączą święta i Nowy Jork.
12. "Boże Narodzenie" [Joyeux Noël]
Tym razem I Wojna Światowa. Linia frontu. Wigilia. Zawieszenie broni.

Jeśli to za ciężki kaliber zostaje jeszcze sensacja - jak mawia Nie Kryty Krytyk "te wybuchy, te pościgi":

13. "Szklana Pułapka" [Die Hard]
Klasyczna klasyka z Brucem Willisem.
14. "Długi pocałunek na dobranoc" [The Long Kiss Goodnight]
Idealna pani domu, żona i matka, przypomina sobie swoje zabójcze, drugie oblicze.
15. "Zabójcza Broń 1" [Lethal Weapon]
Co roku powtarzam sobie, że jestem na to za stara...
16. "Uwikłany" [Reindeer Games]
Więzienie, morderstwo, Ben Afleck przebrany za Mikołaja.

Na deser czas na bajki, nie tylko animowane.
Na początek pełnometrażowe:

17. "Charlie i Fabryka Czekolady" [Charlie and the Chocolate Factory]
Tim Burton i słodko gorzka historia z morałem. I Johny Depp.
18. "Grinch: Świąt nie będzie" [How the Grinch Stole Christmas]
Zielony, włochaty Jim Carrey - i choinka niepotrzebna...
19. "Opowieść wigilijna" [A Christmas Carol]
Klasyka gatunku w nowym wydaniu, ponownie z Jimem Carey'em.
20. "Ekspres polarny" [The Polar Express]
Jeśli wątpicie w magię Świąt powinniście przejechać się tym własnie pociągiem.
21. "Artur Ratuje gwiazdkę" [Arthur Christmas]
Jeden zapomniany prezent = cała masa zamieszania.
22. "Kubuś Puchatek: Puchatkowego Nowego Roku" [Winnie The Pooh: A Very Merry Pooh Year]
T-Y-G-R-YS pisze się... Święta!:)
23. "Miasteczko Halloween" [The Nightmare Before Christmas]
Tim Burton - kocham 💖
24. "Wiedźmikołaj" [Hogfather]
Specjalnie dla fanów Terrego Pratcheta.

Animacje - krótszy metraż:

25. "Pada Shrek" [Shrek the Halls]
Zielona gwiazdka z osłem pod... choinką.
26. "Boże narodzenie u Muppetów" [A Muppet Family Christmas]
Stare, dobre, jedyne w swoim rodzaju.
27. "Madagwiazdka" [Merry Madagascar]
Mikołaj, na Madagaskarze? A właściwie dlaczego by nie, jak tak?
28. "Epoka lodowcowa - mamucia gwiazdka" [Ice Age: A Mammoth Christmas]
Tytuł mówi wszystko.
29. "Pingwiny z Madagaskaru - Misja Świąteczna" [The Madagascar Penguins in a Christmas Caper]
Tak, Ricko, ka bum.
30. "Piękna i Bestia: Zaczarowane Święta" [Beauty and the Beast: The Enchanted Christmas]
Powrót do zaczarowanego towarzystwa.
To jak?
Znaleźliście coś dla siebie? :)
---------------------------------
Jeśli spodobał Ci się ten tekst i uznasz, że ktoś może na nim skorzystać - będzie mi bardzo miło jeśli prześlesz go dalej w świat klikając w jeden z udostępniaczy (pod polecanymi postami) 👇 
Dziękuję 💐😘
Więcej... >

Równi Goście [The Nice Guys]

Żródło
Stany Zjednoczone, lata 70, czas kryzysu i kabrioletów. Gorące lato z ciężkim powietrzem przepełnionym smogiem. W uszach disco, w płucach dym (nie tylko) tytoniowy, który wtedy nie szkodził. Ten leniwy wstęp nie dotyczy jednak pewnej młodej gwiazdki porno, która przepada bez śladu, a jej odszukania podejmują się dwaj panowie: detektyw i wolny strzelec, którego nie znajdziecie w książce telefonicznej... 

Tak, tak kochani, udało mi się przedpremierowo zobaczyć film „Nice guys” z Rayanem Goslingiem i Russellem Crowem w rolach głównych.
Początkowo chciałam iść na ten film tylko ze względu na Goslinga, którego uwielbiam od czasów jego roli w „Fanatyku”. Russell też zawsze na propsie, więc taki duet był po prostu nie do odrzucenia. 
Źródło
Źródło
Kiedy zaczął się film zupełnie o nich zapomniałam. Tak świetnie wcielili się w swoje role, że przestałam widzieć aktorów, których podziwiam. 
Bez cienia przekłamania zupełnie zapomniałam, że oni to oni, bowiem miejsce Rayana i Russella zajęli Holland March oraz Jackson Healy. Każdy z nich z innym podejściem do życia, grupą docelową klientów oraz ze skrajnie różnymi metodami działania. Czasem tych metod nie mają wcale, ale to insza inszość. Jeden pijący na umór, drugi abstynent. Pierwszy hardy twardziel, drugi z kolei ciapa nad ciapami, człowiek nieszczęście i co tam jeszcze chcecie. Być może właśnie te różnice sprawiają, że tak znakomicie się uzupełniają. Są świetnym duetem zarówno jeśli chodzi o szybkie i rezolutne wymiany zdań jak i spuszczanie łomotu/uciekanie przed tymże.
Źródło
Jeśli odstawimy na bok brawurowo zagranych głównych bohaterów to jest jeszcze kilka innych kwestii, które mnie ujęły. Przede wszystkim poczucie humoru - czasem mocno absurdalne, czasem sarkastyczne, a innym razem głupawe, ale cały czas utrzymane na poziomie i to dosyć wysokim. O tym, że nic a nic nie przesadzam, może świadczyć ból policzków - nie przywykły do szczerego śmiechu przez prawie 2h;)
Dla koneserów ścieżek dźwiękowych też mam dobrą wiadomość - nie zawiedziecie się.

Podsumowując film polecam absolutnie wszystkim, a w szczególności tym którzy lubią akcję okraszoną toną świetnych tekstów i dwiema tonami humoru. Równi goście - jesteście absolutnie najlepsi:)

PS W niedzielę mam w planach popełnić recydywę - pierwszy raz w życiu pójdę do kina dwa razy na ten sam film:)
Więcej... >

Okiem Matki vol. I

Jak zapewne zauważyliście po ilościach recenzji na moim blogu jestem fanką kina. Najróżniejszego. Staram się nie ograniczać do gatunków, bo nigdy nie wiadomo czy w ten sposób nie przepadnie nam jakaś perełka. Ostatnio zauważyłam jednak, jak bardzo zmieniło się moje postrzeganie niektórych wątków czy scen. Zwłaszcza tych w których występują dzieci. Nie wiem czy to jakieś pozostałości ciążowego „muzgu” czy hormony matczyne, ale fakt jest taki, że to co kiedyś mnie nawet specjalnie nie rozczulało teraz wywołuje we mnie skrajnie inne odczucia. Oto kilka subiektywnych porównań tego co sobie myślałam przed i po pojawieniu się Zo…

"Potwory i Spółka" [Monsters, Inc.]
Źródło
W EPZ (Erze Przed Zosiowej) dziewczynka, która trafiła przypadkiem do świata potworów owszem wywoływała we mnie sympatię. Teraz natomiast poza sympatią rozczulam się nad Boo jak jakaś trzpiotka: „Ooo zobacz ona gada jak Zo” i inne takie... 
Najbardziej jednak zmieniło się moje podejście do sceny, w której Boo obserwuje Mika w akcji. Widzi jak z (w jej mniemaniu kotka) zamienia się w potwora, który straszy dziecko rycząc i robiąc przerażające miny. Po tym zdarzeniu dziewczynka nie chce nawet podejść do Mika chociaż wcześniej go uwielbiała. Na każdą próbę zbliżenia się do niej ucieka ze szlochem w najdalszy kąt pokoju... 
Ostatnio doszłam do wniosku, że w ten sposób dzieci widzą swoich rodziców, których czasem ponoszą nerwy. Rodzice z ich ostoi, z ich ukochanych mam i tatusiów zamieniają się we wrzeszczące stwory, a ich dzieci w tym samym momencie tracą grunt pod nogami, boją się tego co widzą, bo osoba którą kochają najmocniej na świecie pokazuje swoje przerażające oblicze, z którym dziecko nie umie sobie poradzić. Dopadło mnie to przemyślenie tym bardziej, że sama nie raz potrafię się wydrzeć, a potem mieć z tego powodu moralniaka...

"W głowie się nie mieści" [Inside Out]
Źródło
Tak, tak, wiem, pisałam o tym filmie niedawno, ale cóż poradzę, że idealnie pasuje do tego zestawienia...
W EPZ zapewne byłabym zachwycona grafiką, historią itp. ale nie szalałabym tak bardzo za tym filmem – ot animacja jakich wiele. 
Teraz jednak, nie dość, że rozczulają mnie sceny z małą Rily, to dodatkowo patrząc na jej starsze wcielenie widzę Zosię z przyszłości i obserwuję ją w kontekście siebie z tego samego okresu (skomplikowane, nie?). Ile rzeczy mi umknęło? Ile rzeczy umknęło moim rodzicom? Jakie mam dobre wspomnienia? Co mogę zrobić żeby Zo miała jak najwięcej dobrych fundamentów? Warto czasem się nad tym zastanowić, nawet jeśli bodźcem do przemyśleń jest film animowany.

Żeby nie było, że oglądam tylko kreskówki...

"Żywe trupy" [The Walking Dead] 
Źródło
Ogólnie rzecz biorąc w EPZ zastanawiałam się tylko nad tym co bym zrobiła gdyby nasz świat dopadła podobna zaraza jak ta z serialu. Myślałam o tym gdzie bym pojechała, jak po drodze zdobywałabym zasoby potrzebne do życia, broń itp. Zupełnie umykał mi aspekt życia w tym świecie w sytuacji gdybym musiała być odpowiedzialna za zupełnie bezbronną istotę. Idąc o krok dalej nie myślałam również o tym, jak dorastające dziecko wychować w tak brutalnej rzeczywistości, w której panuje prawo dżungli.
Teraz czas na szczegóły...
Judith córka Ricka i Lori w The Walking Dead urodziła się na długo przed Zo. Śmiem twierdzić, że Zo nie było nawet w planach wtedy. Moje podejście do noworodka w świecie apokalipsy zombie było dość brutalne – że to bez sensu, że jak oni sobie poradzą z drącym się niemowlakiem pod pachą. Teraz patrzę na to od strony – jak Ona, JUDITH, poradzi sobie w takim okropnym i brutalnym świecie. Łapię się na tym, że trochę ją porównuję do Zo, aczkolwiek z Zo w analogicznym świecie nie mielibyśmy szans przy obecnym buncie dwulatka, a także na drugim biegunie jej osobowości objawiającym się radosnym wrzaskiem, który słyszy całe osiedle. Abstrahując od tych drobnych niedogodności kibicuję małej Judith, rozczulam się kiedy w produkcji trafiają się jakieś ciepłe momenty, a w sytuacjach kryzysowych, których jest zdecydowanie więcej, pomijając krzyki „Rick uciekaj!” „Nie idź tam” albo „No te flaki to udało im się zrobić cudownie” z tyłu głowy kołacze się pytanie „A kto zajmuje się Judith?” prawie jak „Gdzie byli rodzice?”

Friends
Źródło
Uwielbiam ten serial, mogę oglądać go 100 i więcej razy, i zawsze, ale to zawsze rechoczę jak głupia, jednakże dopiero teraz przy okazji 8/9/10 sezonu zwracam uwagę na to, że Rachel bardzo sporadycznie występuje z małą Emmą. Robi karierę, siedzi w kawiarni albo u Moniki, a Emma gdzieś tam jest, najczęściej w dialogach. Wiem, że nie ma co się doszukiwać realizmu w tego typu produkcjach, ale pytanie „a gdzie Emma?” pojawia się mojej głowie dosyć często. W sumie to może przemawia przeze mnie zazdrość, że dziadkowie Zo nie są na tyle dyspozycyjni, żebyśmy mogli bujać się z M. po warszawskich kawiarniach;)

W kolejnym odcinku: m.in. "Ratując Pana Banksa" i "Gra o Tron" - zapraszam już teraz:)
Więcej... >

Lipiec 2015 - podsumowanie

Skoro wróciłam na dobre do blogosfery, czas na powrót cyklicznych podsumowań miesiąca – tęskniliście?;)
W związku z chwilową zmianą statusu na słomianą wdowę miałam czas na nadrobienie wielu, aczkolwiek nie tylu ilu bym chciała zaległości, nie tylko czytelniczych. Dzięki temu, materiału na podsumowanie mam aż nadto. Zmieniam jednak nieco formę tego cyklu – z opisowej na bardziej punktową, głównie po to aby pobudzić szare komórki do pisania recenzji w oddzielnych postach;) Opisowych zostaje punkt dotyczący Zo, bo tutaj ograniczać się nie chcę.

1. Zosia
Och, w tym „temacie” ciągle coś się dzieje. Wróciliśmy ze szpitala, ale to jeszcze w czerwcu. Przeszliśmy kryzys jedzeniowy, a teraz mamy kryzys obżartucha. Był kryzys zębowy, pojawiające się znikąd, a zatem być może z zębów gorączki.
Z pozytywów Zo już rozrabia na całego, biega jak szalona, a w czasie kiedy nie choruje/ząbkuje ma się świetnie. W tych pożądanych i jakże kruchych momentach jest wesołą i pogodną dziewuszką uwielbiającą koty, psy, książeczki i swoje misie, a czasem nawet mamę i tatę, ale tę ostatnią dwójkę tylko do czasu jak czegoś zabroni. Do tego poza etapem histerii przechodzimy obecnie również etap wstydu dziecięcia, ale o ile z tym pierwszym walczymy, o tyle z tym drugim już nie koniecznie i dajemy jej czas na oswajanie się z nowymi ludźmi i miejscami, bo niby dlaczego ma z biegu akceptować wszystkie nowości jakie jej serwujemy?

2. Książka miesiąca
„101 postaci, które zmieniały świat choć nigdy nie istniały” – recenzja już wkrótce. Nadal na tapecie jest Andrzej Pilipiuk („Kuzynki”, „Księżniczka”, a w kolejce czekają  „Dziedziczki”) oraz „Apokalipsa Z” w postaci trzeciej części trylogii, jednak „101 postaci(…)”, zdecydowanie zawojowało ten miesiąc.
Źródło
3. Film miesiąca
„Randka z Królową”. Tak wiem, miękka buła ze mnie, ale prawda jest taka, że na tle innych filmów, również tych bardziej ambitnych (np. „Birdman”) i bardziej na serio („Coś za mną chodzi”) ta produkcja zdecydowanie najbardziej poprawiła mi nastrój, a właśnie tego mi było trzeba.
Recenzja filmu pojawi się na blogu już w ten weekend:)
Źródło
4. Wydarzenie miesiąca
W ramach budowania swojego ego (bo przecież jest taaaakie maaaalutkie:P) matka zaszalała z koleżanką z internetów i wybrała się na sesję zdjęciową. Przez kilka ładnych godzin mogłam poczuć się jak modelka:)
Foto: Basia Ogrodnik
5. Sukces miesiąca
Po zmianie pracy stwierdzam, że chociaż było ciężko, zwłaszcza z Zo w szpitalu to warto było zaryzykować. Czuję się jakbym pracowała w nowym miejscu zdecydowanie dłużej niż od czerwca i nie jest to odczucie negatywne, ale raczej pełen pozytyw – tak jakbym trafiła tam gdzie powinnam. Przynajmniej w tym momencie. I mam nadzieję, że ta sytuacja będzie trwała jeszcze długo, długo.

6. Inspiracje miesiąca
Więcej... >

Czas na... polskie seriale

Przyznaję się bez bicia, że nigdy nie byłam fanką ani znawczynią polskich seriali, chociaż muszę być szczera, że też nie oglądałam ich zbyt wiele. Moja znajomość tematu ogranicza się do oglądania (dawno, dawno temu) Kryminalnych i Brzyduli, ewentualnie Przepisu na Życie, a i to na wyrywki, głównie w czasie wakacyjnego sezonu ogórkowego.
Polskie seriale komediowe i obyczajowe (nie mam tu na myśli telenoweli) zazwyczaj są ładne, ale nic poza tym. Owszem czasem jest przyjemnie popatrzeć na miasta pokazane w idealnym świetle, w których nie ma bezdomnych i pijanej gówniarzerii. I to tyle, ponieważ cała reszta, również bardzo ładna, mnie najzwyczajniej w świecie wnerwia. Irytują mnie bohaterowie, którzy narzekają na brak pracy/pieniędzy, ale obiad przyrządzają ze składników uważanych za luksusowe, z logo znanych delikutasów w tle. Drażnią mnie fikcyjne postacie pracujące w korpo, które jakimś cudem mają czas na basen, fitness, drinka, bujne życie rodzinne i towarzyskie...
Z drugiej strony są seriale sensacyjne, czy raczej kryminalne, z którymi polscy producenci radzą sobie zdecydowanie lepiej. Sfora, Ekstradycja czy PitBull... To tylko niektóre z kultowych już tytułów. Można o nich pisać wiele, ale raczej nie to że są ładne. Na szczęście.

Ostatnio postanowiłam dać szansę najnowszym polskim produkcjom i zaczęłam swoją przygodę ze Zbrodnią produkcji AXN i Watahą z HBO. Oba tytuły zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie.
http://www.hbo.pl/wataha/
http://www.axn.pl/programy/zbrodnia
Wataha
"Serial Wataha rozpoczyna się od zamachu bombowego, w którym giną oficerowie jednej z jednostek straży granicznej w Bieszczadach. Tylko jednemu z nich uda się przeżyć. Kapitan SG Wiktor Rebrow (Leszek Lichota) w wyniku zamachu traci nie tylko swoich przyjaciół, ale przede wszystkim ukochaną Ewę. Zagubiony, próbuje dociec, co się wydarzyło i kto za tym wszystkim stoi. Oficjalne śledztwo prowadzi prokuratura. Poznaniem prawdy są zainteresowani również jego przełożeni." Tyle o fabule strona HBO. O ile w samą fabułę zagłębiać się nie zamierzam o tyle o całej reszcie chciałabym słów kilka naskrobać.
Do tej pory obejrzałam 4 odcinki (ma ich być 6) i ja na razie jestem bardzo ukontentowana. Wyraziści, interesujący bohaterowie, grani w większości przez świetnych aktorów, bardzo dobre tempo, fabuła dużo ciekawsza niż można byłoby wnioskować z opisu producenta. Do tego świetne, nieuładzone dialogi (bye, bye kurde blaszka i inne blade kurczęta). Wszystko tutaj jest szorstkie jak kilkudniowy zarost głównego bohatera (♥). Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to Magdalena Popławska w roli Natalii Tatarkiewicz. Nie wiem czemu, ale jakoś mnie nie przekonuje, a momentami nawet drażni.
Świetną całość dopełnia piękne tło czyli dzikie i niedostępne Bieszczady, które w Watasze pokazują swoje mroczne oblicze...
Zbrodnia
"(...) Atrakcyjna prawniczka, Agnieszka Lubczyńska (Magdalena Boczarska), która wraz z rodziną wypoczywa nad polskim morzem, odkrywa zwłoki topielca. Śledztwo w tej sprawie prowadzi komisarz „z przeszłością”, Tomek Nowiński (Wojtek Zieliński), który zna Agnieszkę jeszcze z liceum. Ponowne spotkanie bohaterów po latach i sprawa zagadkowych morderstw spowodują, że ich dotychczasowe życie odmieni się diametralnie. Śledztwo komplikuje się, kiedy policja odnajduje kolejne ofiary. Kiedy między dawnymi znajomymi zaczyna rodzić się uczucie, małżeństwo Agnieszki z apodyktycznym mężem (Radosław Pazura) zaczyna przeżywać kryzys." Opis fabuły ze strony AXN.
Do tej pory obejrzałam 2 z 3 odcinków tego miniserialu. Tempo jest zdecydowanie wolniejsze niż w Watasze, ale dzięki temu idealnie wpisuje się w leniwy krajobraz polskiego wybrzeża. Kolejną znaczącą różnicą jest zupełnie inna estetyka. Mówiąc o AXN-owskiej Zbrodni można użyć słowa "ładne", ale ta "ładność" nie jest irytująca ani infantylna. Poza tym bohaterowie z wybrzeża nie są już tak wyraziści jak Ci z bieszczadzkiej straży granicznej, ale w niczym to nie przeszkadza, a właściwie to nawet pasuje do stylu serialu. Niemniej jednak aktorzy grający główne role odwalili moim zdaniem kawał dobrej roboty, zwłaszcza pani Dorota Kolak wcielająca się w rolę pani Nadkomisarz.
Produkcja AXN jest moim zdaniem obiektywnie słabsza od serialu wypuszczonego przez HBO, jednak mimo wszystko warto poświęcić jej swoją uwagę. Chociażby ze względu na piękne zdjęcia z helskich plaż i wydm. Uwielbiam te miejsca i być może to właśnie one sprawiają, że mimo wolniejszego tempa Zbrodnia podoba mi się tak samo jak Wataha, ale ze zdecydowanie innych powodów.
---UPDATE---
Całkiem niezłe dwa odcinki zostają totalnie powalone przez odcinek 3. Przewidywalny do bólu, do tego durny. Policjanci zakładający, że ktoś przypuszczalnie uprowadzony im pomacha w odpowiedzi na wołanie, niesprawdzający podstawowych rzeczy na trasie poszukiwań potencjalnego mordercy, wszystko to okraszone romansikiem z kolegą z LO (po kilku dniach znajomości) oraz przemianą zgorzkniałego gliny, który na nowo odnajduje sens życia...
Cytując klasyka "ale to już było!" czyli sztampa pełną gębą (nie ważne, że w pięknej scenerii). Niestety finalnie jestem na nie. Był potencjał, ale się zmył, czy raczej zatonął w bałtyckich odmętach:P
Więcej... >

Telewizja śniadaniowa, czyli dzień dobry i do widzenia

To samo tyczy się programów o wczesnym macierzyństwie w programach śniadaniowych:)
Żródło
Drugi tydzień na zwolnieniu lekarskim płynie dosyć leniwie, ale nie bez kolejnych małych zaskoczeń. O części z nich pisałam w zeszłym tygodniu. Ale są też inne. Takie które docierają do mnie za sprawą gadających głów w telepudle. Mam tutaj na myśli głównie programy śniadaniowe.

Ja wiem, że nie ma co się nastawiać na wybitnie ambitną rozrywkę w TV w ogóle, ale to co serwują programy nadawane w godz. 8 – 16 to już w ogóle jakaś granda. Nie będę się rozpisywać na temat całej ramówki z tego przedziału czasowego, aczkolwiek ciśnie mi się na usta, że wg producentów osoby siedzące w domu (z różnych powodów) to bezmózgie i durne istoty. W tym tekście chciałabym się skupić na codziennych 3 godzinach krótkich reportaży, bardzo często z pseudo specjalistami z niby dziedzin w rolach głównych, a więc na telewizji śniadaniowej.

Zaczyna się niewinnie – trochę o jakże pasjonującym życiu gwiazd, trochę o kulturze masowej, przegląd prasy itp. Wszystko soczyście okraszone nachalnym lokowaniem produktu i przerywane co 4 minuty reklamami dotyczącymi głównie menopauzy, witamin dla kobiet w ciąży, syropków/oliwek/słoiczków dla dzieci itd. Po przebrnięciu przez pierwsze tematy docieramy do sedna, a więc reportaże. Najpierw reportaż o problemie otyłości olbrzymiej, zaraz słów kilka o prawach rodzącej (swoją drogą treści w tym było tyle co nic), potem słów kilka o tym co pakować na długą podróż w zimie, szczypta gender (a jakże), pogodynka i mój ulubiony cykl dla młodych mam prowadzony przez najmodniejszą ich przedstawicielkę, czyli panią Gardiasową. Co by nie było, faktem jest, że pani Dorota nie atakuje mnie z każdej strony z lodówką włącznie, tak jak to było w przypadku Muchy czy Cichopkowej i chwała jej za to. Dodatkowo w swoich reportażach ogranicza się do zadawania pytań, gugania i ładnego uśmiechania się, a „dobre rady” w telegraficznym skrócie pochodzą od specjalistów.

Niby wszystko spoko i do przeżycia jednak otoczka tego cyklu sprawia, że wolę przełączyć się na Comedy Central i po raz setny obejrzeć ten sam odcinek Przyjaciół. Dlaczego? Ano dlatego, że mierzi mnie bardzo, pokazywanie widzom jakiegoś oderwanego od rzeczywistości obrazu macierzyństwa. Podobno na topie jest macierzyństwo bez lukru – gdzie ono jest ja się pytam? Bo na pewno nie w telewizji śniadaniowej.

W swoim mniemaniu jestem odporna zarówno na wszelkiego rodzaju fotoszopy w gazetach jak i idealne panie domu w telepudle, jednakże nie oszukujmy się, że sporo osób oglądając takie programy zaczyna myśleć: „ach ależ będzie cudownie, nic tylko się rozmnażać”, a potem psikus i wielkie zdziwienie, że wcale różowo nie jest, co najwyżej brązowo. Z drugiej strony, Janina Kowalska, matka dwójki dzieci oglądając Panią Gardias zaczyna sobie myśleć „kurcze, chyba ze mną jest coś nie tak – tam tak czysto, ładnie, panie-mamy w pięknych ciuchach, pełnym makijażu, a ja fleja w dresiwie”.

Kolejną kwestią jaka mnie osobiście mierzi jest to w jakich realiach umieszczane są te reportaże – czyściutkie, różowiutkie bobasy, pokazywane są w pięknych designerskich wnętrzach, leżą w najdroższych łóżeczkach czy też koszach/kołyskach, bo zwykłe wyro ze szczebelkami jest passe. Każdy bobas ma swój własny pokój, rodzice mają swoją sypialnię, salon, jadalnię, kuchnię, gabinet, a na zewnątrz pewnie stajnię dla kucyków. Może przemawia przeze mnie zazdrość, ale kurcze ilu z widzów ma takie lokum? Ale co to dla mnie, w końcu mogę zacząć srać pieniędzmi, albo wziąć kredyt, a potem w swoim M2 na pewno na wszystko znajdę miejsce, na sztab specjalistów i ekipę filmowców takoż :)

Ostatnim moim zarzutem wobec tego typu reportaży, jest fakt, że bohaterami owych reportaży, albo przynajmniej tych co widziałam, są ludzie którzy najwyraźniej nie żyją w moim kraju, albo żyją w nim ale w jakiejś równoległej rzeczywistości. Niczym bohaterowie seriali zawsze wyglądają nienagannie, wszyscy pracują w wolnych zawodach, które zapewniają im życie na poziomie o jakim pisałam wcześniej, przy tym zawsze mają czas na wszystko włącznie z leniwą kawą w popularnej sieciówce.

Wiem, że takie ładne obrazki lepiej się ogląda, ale nie jestem przekonana czy o to chodzi w programach, które mają z założenia pokazywać problemy, które dotyczą szerokiej grupy odbiorców.

Na zakończenie mojej anty-ody do programów śniadaniowych pozostaje mi przyznać, że zapewne przesadzam i że nikt nie każe mi tego oglądać i taki właśnie mam plan. Zamiast oglądać DDTVN będę włączać muzykę albo wspomniany wcześniej CC. Rachel i Chandler zdecydowanie bardziej przypadają mi do gustu niż cukierkowe reportaże o rodzicielstwie z innej planety :)
Więcej... >

Wszystko przez Śnieżkę!

Od kilku dni w czasie codziennej prasówki rzucał mi się w oczy artykuł dot. Disneya i jego księżniczek. Jako fanka bajek i generalnie animacji wszelakich w końcu znalazłam chwilę żeby się z nim zapoznać i już na wstępie poczułam jakiś wewnętrzny imperatyw co by się w temacie wypowiedzieć. Nie jako znawca dziecięcej psychiki tylko jako dorosła kobieta wychowana m.in. na bajkach Disneya właśnie. 

Szczerze mówiąc nie rozumiem całej tej nagonki na księżniczki. Nagle ludzie doznali olśnienia, że rzeczywistość znacząco różni się od tego co widzimy w bajkach – czyli co? Do tej pory żyli w słodkiej niewiedzy? Nie wydaje mi się.
Jestem natomiast prawie pewna, że disneyowskie panny są świetnymi kozłami ofiarnymi. Przecież jak kompleksy to przez Śnieżkę, jak uległość to Kopciuszek, jak skupienie na cielesności to Arielka, a wszystko co najgorsze to Aurora, bo ona nie dość, że ładna, to się po prostu położyła i czekała, aż pojawi się ten jedyny… Wg pana Davida Trumble, wszystkie te Belle i Dżasminy pakują nas w „sztywne ramy”, a do naszych głów wciskają „niewłaściwe modele i wzorce postrzegania świata”… Jak dla mnie jest to wniosek bardzo grubymi nićmi szyty, dodatkowo odnoszę nieodparte wrażenie, że Pan Trumble nie zadał sobie trudu i nie obejrzał żadnej z bajek Disneya do których pije, a swój osąd opiera tylko na rysunkach znalezionych w Internecie. Z tego co pamiętam to znakomita większość osławionych księżniczek buntowała się przeciwko ramom i wzorcom, które były im narzucone przez starszych, mądrzejszych – np. Ariel, ale również Aurora czy z późniejszych bajek Roszpunka. Fakt, że zazwyczaj popadały przez to w tarapaty, ale finalnie dopinały swego. Kopciuszek pokazywał, że ciężka praca popłaca, a Śnieżka że należy się troszczyć o innych, Bella, że poza pięknem zewnętrznym liczy się to co mamy w środku i nie mam tu na myśli wątroby. Merida udowodniła, że można zmienić swoje przeznaczenie, a dodatkowo została pozbawiona typowo księżniczkowych atrybutów jak talia osy i wielkie oczyska (zgadzam się, z oburzeniem jakie wywołało jej wizualne uksiężniczkowienie
). Fakt że gdzieś tam, w większości z bajek, przewijał się osławiony Książe-ze-Bajki, który finalnie zostawał mężem głównej bohaterki – no cóż począć, takie były czasy, swoją drogą przynajmniej te babki hajtały się z miłości.


Gapiłam się w te bajki co to niby takie okropne i takie nierealne rzeczy promują i żyję. Do tego mam się całkiem nieźle. Nie wierzę i nigdy nie wierzyłam w księcia na białym rumaku, wiedziałam natomiast, że na wszystko trzeba sobie zapracować, że rzeczy nie są dane ot tak. Przyjmowałam do wiadomości, że życie jest niesprawiedliwe, chociaż nie bez buntu przeciwko temu, buntuję się z resztą cały czas. Nie znoszę biernego czekania, wyręczania mnie i zakładania, że jak baba to sobie nie poradzi albo czegoś nie wie. Owszem lubię wyglądać ładnie, ale która kobieta tego nie lubi? Ze zboczeń jakie wyniosłam z bajania różnego typu odnotowuję jedynie wiarę w to, że ludzie są dobrzy (wiem, jestem naiwna) i że można się cieszyć z drobnych rzeczy. 
Panie Trumble gdzie zatem ta moja księżniczka co ją sobie powinnam wmawiać po obejrzeniu tych wszystkich bajek? Gdzie te moje kompleksy, sztywne ramy i inne okropności?  Na koniec mojego przydługiego wywodu dodam, że nie widzę potrzeby organizowania antyksiężniczkowej krucjaty, wystarczy odrobina zdrowego rozsądku, jak z resztą wszędzie. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że bajki Disneya są niepoprawne i że odpowiadają za pranie biednych, dziecięcych mózgów.  Uważam, że pokazują uniwersalne wartości w sposób przystępny, no bo niby jak inaczej miały by to zrobić? Poza tym od czego są rodzice? Jeśli nie chcemy żeby dziecko uznało drogę Śnieżki za jedyną słuszną, to można z nim porozmawiać na temat tego co innego mogła zrobić bidulka, zamiast chować się po lasach i sprzątać u krasnoludków.
 

Oczywiście nie kłócę się z faktem, że bajki Disneya są wyidealizowane i naiwne, to żadne odkrycie, ale w sumie jakie miały by być jeśli nie takie?  Kopciuszek do końca życia miałby zapieprzać dla macochy podczas gdy księciunio hajtnął by się z jej siostrą Gryzeldą? Dlaczego nie? Przecież, czasem w życiu nie układa się po naszej myśli. Śnieżkę właściwie można by było uśmiercić od razu, bez okazywania litości przez drwala, a niech się zła królowa nacieszy. Bella mogłaby olać Bestię, napuścić na niego wioskowego macho, potem zamieszkać w zamku niedoszłego odczarowanego księcia, zaprzestać czytania swoich ukochanych książek, za to urodzić gromadę dzieci wieśniakowi, aby na koniec popaść w alkoholizm. Na dobitkę Śpiącej Królewnie zamiast urody, pięknego głosu i zmienienia klątwy trzy Wróżki mogły dać niewydolność nerek, garba i umiejętność wybekiwania alfabetu. Doprawdy cudnie i jak realistycznie. Tylko chyba nie o to w bajkach chodzi.

http://doblelol.com/2/housewives-funny.htm
Więcej... >
Pani Fanaberia - blog parentingowy z przymrużeniem oka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka